


Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą"
KRS: 0000037904
z dopiskiem: "dla Dawida Mieszkalskiego"
|
|
lub przekazać darowiznę na poniższe konto:
41 1240 1037 1111 0010 1321 9362
Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą"
ul. Łomiańska 5
01-685 Warszawa
Tytułem: "darowizna na pomoc i ochronę zdrowia Mieszkalski Dawid Tomasz"
Dawidek urodził się o czasie jako
śliczny, zdrowy noworodek z 9 punktami w skali Apgar, 26 października 2005 roku w Wieluniu. Pobyt w
szpitalu przedłużył się z powodu żółtaczki noworodkowej. Jednak nic
innego nie budziło niepokoju i wróciliśmy do domu.
Otoczyliśmy Dawidka troską i miłością, cieszyliśmy się z każdego
dnia spędzonego razem.
W 3 tygodniu życia dziecka zauważyliśmy lekkie drgawki. Po kilku
konsultacjach pediatrycznych nie było powodu do zmartwień. Wszyscy
uznali, że dziecko jest zdrowe.
Niestety w krótkim czasie po tym drgawki zaczęły się nasilać.
Pediatra skierował Dawidka do szpitala, nie tylko z powodu drgawek,
ale uznał również, że utrzymuje się jeszcze żółtaczka noworodkowa.
Podczas 9-dniowego pobytu w szpitalu lekarze nie zaobserwowali
drgawek, więc uznali, że młodzi, niedoświadczeni rodzice panikują
bez powodu.
Paradoks całej sytuacji polegał na tym, że przy leczeniu żółtaczki
noworodkowej stosuje się m. In. Luminal (lek uspokajający i
przeciwdrgawkowy), który wyciszył napady padaczkowe. Inne badania
były prawidłowe, czyli USG przezciemiączkowe i badanie
neurologiczne.
Po powrocie do domu i odstawieniu Luminalu drgawki nasiliły się i w
7 tygodniu życia dziecka trafiliśmy do CZMP w Łodzi.
Tam Dawidek przeszedł całą serię specjalistycznych badań tj.
rezonans magnetyczny, badanie EEG, punkcja lędźwiowa. Stan dziecka z
dnia na dzień pogarszał się. Po dziesięciu dniach udało się opanować
napady.
Rozpoznanie brzmiało: encefalopatia z padaczką; podejrzenie choroby
metabolicznej lub genetycznej. Przeżyliśmy szok. Dopóki nie wykryją
choroby, tylko leczenie objawowe i prowadzenie rehabilitacji.
W 5 miesiącu życia dziecko przebywało 3 tygodnie w kolejnym szpitalu
(we Wrocławiu) z powodu pogarszającego się stanu neurologicznego.
Pomimo stosowania standardowych środków przeciw drgawkowych nie było
poprawy. Dopiero, kiedy podjęto decyzję o szybkim nasyceniu dziecka
preparatem kwasu walpranowego (również dożylnie) uzyskano stopniową
redukcję ilości napadów. Cudem uniknęliśmy OIOM-u.
Niestety dziecko cofnęło się w rozwoju psychoruchowym. Lekarze
podejrzewali encefalomiopatię mitochondrialną (ch. Ligha lub MERRF)
lub kwasicę glutarową, co wkrótce zostało wykluczone.
Zostaliśmy skierowani do Poradni Metabolicznej w CZD w Warszawie.
Podróż trwała ponad 4 godziny, co bardzo niekorzystnie wpłynęło na
Dawidka. Miał ciężkie napady z bezdechami i zostaliśmy przyjęci na
Oddział Metaboliczny w trybie natychmiastowym. Po niespełna miesiącu
udało opanować się napady (w dużym stopniu). Niestety podczas
leczenia szpitalnego lekarz prowadzący wstrzymał rehabilitację do
czasu uzyskania stabilnego stanu neurologicznego. Uświadomiono nam,
że Dawidek cierpi na ciężką padaczkę lekoodporną i silna stymulacja
może prowokować napady, więc musimy być bardzo ostrożni. Największym
błędem, jaki można było zrobić, było wprowadzenie rehabilitacji
metodą Vojty u dziecka z padaczką lekoodporną – taką usłyszeliśmy
opinię. Już nigdy nie wróciliśmy do tych ćwiczeń, które były dla nas
trudne pod względem emocjonalnym. Rodzice, którzy stosują tą metodę
wiedzą o czym mówię.
Diagnozę usłyszeliśmy dopiero 2 tygodnie po wyjściu ze szpitala.
Byliśmy umówieni na spotkanie z genetykiem,
który na początek powiedział, iż najważniejsze, że udało się
zidentyfikować chorobę. A diagnoza brzmiała: Deficyt Liazy
Adenylobursztynowej. Później usłyszeliśmy: Nieuleczalna, rokowania
są złe, brak leczenia przyczynowego!
Nie da się wyrazić słowami, co w takiej chwili czują rodzice. Na
początku było szczególnie ciężko. Jak można się z tym pogodzić?
Patrzeć każdego dnia w smutne oczy swojego dziecka i nie móc mu
pomóc?
Od sierpnia 2006 roku jesteśmy pod opieką Domowego Hospicjum dla
Dzieci. Dzięki temu skończyły się nasze częste wyjazdy do szpitali.
Pomimo, że stan Dawidka jest poważny, możemy być w domu.
Wkrótce po pierwszych urodzinach zaczęły się kłopoty z połykaniem.
Dawid musiał być karmiony sondą, a po kilku miesiącach przeszedł na
żywienie drogą stomi żołądkowej (PEG). W wieku 2 lat przeszedł
ciężkie zapalenie płuc z zaburzeniami oddychania. Przez prawie 7
tygodni leżał pod tlenem. Niestety w krótkim czasie po tym wymagał
założenia rurki tracheotomijnej.
Dawidek obecnie jest dzieckiem leżącym, z czterokończynowym
niedowładem typu wiotkiego, z utrudnionym kontaktem. Od roku cierpi
również z powodu kamicy nerkowej.
Najbardziej przerażające dla nas w tej chorobie są zaburzenia
oddychania i padaczka lekoodporna.
Jednak dzięki hospicjum Dawidek może przebywać w swoim domku i
codziennie budzić się w swoim łóżeczku. Łatwiej jest stawiać czoła
chorobie, kiedy 24h na dobę przez 7 dni w tygodniu przy telefonie
dyżuruje personel medyczny hospicjum.
Cieszy nas również że rehabilitacja Dawida odbywa się w domu. Od
niedawna rozpoczęliśmy zajęcia z pedagogiem, które mamy nadzieję pomogą
naszemu dziecku. To wszystko dzięki wspaniałym ludziom którzy nas otaczają.
Od października ubiegłego roku Dawidek uczestniczy w dogoterapii. Jest to jedna z najpiękniejszych form pomocy choremu dziecku. Cieszy nas bardzo, że aktualny stan dziecka pozwala na kontynuowanie tej terapii.
Dawidku! Choroba odebrała Ci normalny
dziecięcy świat,
Ale musisz wiedzieć, że codziennie z Tobą będziemy walczyć z chorobą
Otulimy miłości kołderką
Bo jesteś naszą kochaną perełką.
